< powrót

Jest. Nie ma. Jest | Lena Szczesna

Wystawa czynna od 6.12.2025 do 17.01.2026
Finisaż: 17.01.2026 godz. 18:00

 

 

A gdyby tak inaczej opowiedzieć o tym, z czym niewiele z nas ma ochotę się konfrontować? O doświadczeniu, o którym jeśli tylko okoliczności nas do tego nie zmuszają – lepiej nie wspominać, żeby nie zapeszyć, nie kusić losu. A najlepiej w ogóle o nim nie myśleć. Jest. Nie ma. Jestto zaproszenie do spojrzenia z nieoczywistej strony na żałobę. Czyli stan, który statystycznie rzecz biorąc, dotyczył, dotyczy lub będzie dotyczyć każdego czytającego te słowa. Wystawa to także sentymentalna podróż w czasie: najstarsze z pokazywanych tu prac mają kilkanaście lat, najnowsze powstawały do ostatniej chwili przed wernisażem. 

Śmierć kogoś bliskiego i żałoba po ukochanej osobie kojarzy się z czymś niesamowicie mrocznym i przerażającym. Czy rzeczywiście zawsze musi tak być? Dla Leny Szczesnej, artystki działającej na co dzień w Warszawie, punktem wyjścia była próba zmierzenia się z emocjami, które towarzyszą jej od ponad roku. A właściwie dłużej, jeśli liczyć czas choroby i odchodzenia jednej z najważniejszych osób w jej życiu. To dla artystki powtórka, kilkanaście lat temu była w niemal identycznym miejscu. Właśnie wtedy w czasie żałoby powstały najstarsze prace, które oglądać można na wystawie. Prace dużo bardziej dosłowne pokazujące ciało dotknięte chorobą – nie uciekające od makabreski. I rzucające wyzwanie rzeczywistości, w której chorowanie budzi lęk czy nawet obrzydzenie.

Najnowsze prace są inne, bo i doświadczenia artystki z odchodzeniem i opłakiwaniem straty się różnią. Tym razem przechodzi przez proces, który jest o wiele bardziej świadomy i w którym w pewnym momencie znalazło się miejsce na akceptację stanu rzeczy: przyzwolenie na odczuwanie dojmującej tęsknoty i pustki. Paradoksalnie to ten właśnie moment okazał się nie tylko przełomowy, ale i kojący. Szczesna tworząc cykle akwareli, ale i spiralę ułożoną z kartek tak skrupulatnie zakreskowanych ołówkiem, że ich gęsta, porowata powierzchnia wydaje się raz zupełnie matowa, raz połyskliwa – przygląda się uważnie swojej rozpaczy. A dopuszczając ją do głosu, odkrywa, że nie tylko nie jest ona aż tak wszechmocna, jak mogłoby się wydawać, ale też znaleźć w niej można zaskakująco dużświatła. Na przemian pojawiającego się i znikającego, w zależności od tego, czy fale tęsknoty i poczucia bezradności są silniejsze, czy słabsze. Na wystawie znajdziemy również artefakty. Wśród nich ręcznie wyszytą serwetkę i kartkę zapełnioną drobniutkim eleganckim pismem (rejestr dat, godzin i poziomu cukru we krwi). To pamiątki, ślady po tych, którzy odeszli. A jednocześnie z całym ich dzisiejszym ładunkiem emocjonalnym dzieła sztuki.

Zofia Fabjanowska, strażniczka wystawy

 

 

FB: JEST. NIE MA. JEST